Świadectwa

Wiara bez ostentacji

Silvana S. wstąpiła do instytutu świeckiego „Spigolatrici della Chiesa” [Zbierające Kłosy Kościoła] w wieku dwudziestu siedmiu lat. Całe swoje życie przeżyła w Città di Castello, w Umbrii (Italia). Odeszła do Pana 6 września 2013 roku w wieku osiemdziesięciu dwóch lat.

Przez dwadzieścia osiem lat pracowała, z wielkim poświęceniem, w księgarni katolickiej, nie licząc godzin swojej pracy. Angażowała się także w różne inne działania. Była dyrektorem sektora sportowego (siatkówki kobiet) w Akcji Katolickiej w swojej diecezji. Przez czternaście lat pracowała w domu rekolekcyjnym „Villa Sacro Cuore”, stanowiącym centrum duchowości i formacji w diecezji. Wkładała w tę posługę całą swoją energię – jako animatorka grup oraz jako księgowa. Była bardzo otwarta na ludzi i gościnna. Nie można było przyjść do niej i nie być czymś poczęstowanym. Był to dla niej znak dzielenia się życiem.

Gdy miejscowy biskup znalazł się w trudnej sytuacji, po nagłej rezygnacji z pracy sióstr zakonnych, Silvana podjęła posługę w domu biskupim, także tam była znana ze swojej gościnności. Z oddaniem i wielką dyspozycyjnością pomagała również w domu samotnej matki.

We wszystkich tych działaniach wcielała w życie charyzmat naszego Instytutu. Angażowała się w poszukiwanie kłosów porzuconych, tzn. „osób najbardziej potrzebujących miłości i ludzkiej godności”. Starała się być żywym tabernakulum, aby wynagradzać Jezusowi opuszczenie, jakiego doznaje od ludzi. Postrzegałyśmy ją jako kobietę wiary bez ostentacji, ciepłą i braterską. Była po prostu dobrym człowiekiem. Pozostała w naszej pamięci również jako osoba wielkoduszna i opiekuńcza, wrażliwa na potrzeby innych.

Zakochana w Jezusie i w Instytucie, który był dla niej przedłużeniem wspólnoty rodzinnej, zarażała nas swoją miłością do Instytutu i pokazywała jak być szczęśliwą na drodze powołania. Chętnie odwoływała się do zasad naszych konstytucji – do naszej Księgi Życia, która zawsze ją inspirowała.

Pracowała z pasją, radością oraz poświęceniem i była wierna modlitwie. Spędzała długie godziny przed tabernakulum oraz żywiła dziecięcą pobożność do Matki Bożej Ufności, która jest patronką naszego Instytutu.

W chorobie pokazała swoją odwagę i wielką godność. Zaakceptowała cierpienie. Można było usłyszeć jak mówiła: „Czuję się całkiem dobrze”; „czuję się lepiej niż wczoraj”; „Bóg mnie przygotowuje”. Dawała świadectwo niezachwianej wiary. Modliła się do Boga w cierpieniu: „Pozwól mi stać się świętą”.

Jest wiele powodów, aby Silvanie dziękować. Nade wszystko jesteśmy jej wdzięczne za to, że w prostocie swojego rozmodlonego i pracowitego życia pokazała nam piękno naszego powołania. Powierzamy ją Bogu, miłosiernemu Ojcu, i prosimy Go o radość wieczną dla niej.

M.N.

 

Z miłości do kłosów porzuconych

Elisena R. była członkinią instytutu świeckiego „Spigolatrici della Chiesa” [Zbierające Kłosy Kościoła]. Odeszła do domu Ojca w Dzień Zaduszny, 2 listopada 1993 roku. Niektóre z nas, Spigolatrici z Polski, miały okazję poznać ją podczas międzynarodowego zebrania naszego Instytutu we Włoszech, w Prato, w grudniu 1992 roku.

Kim była i jak przeżywała swoje powołanie do życia konsekrowanego w świecie? Najwięcej mogłyby o tym powiedzieć Spigolatrici z Foligno, gdzie Elisena mieszkała. Kilka lat temu otrzymałyśmy książkę, która przedstawia sylwetki dwudziestu pięciu świadków Kościoła z Foligno, którzy – jak we wstępie zapewnia tamtejszy biskup – mają nam coś do powiedzenia i będą przemawiać także do następnych pokoleń. Wśród nich znalazła się również nasza Elisena. Świadectwo o niej zatytułowano: „Brudziła sobie ręce”.

Żyła charyzmatem naszego Instytutu pracując jako sprzątaczka. Zwracała szczególną uwagę na ludzi ubogich, których spotykała na ulicach swojego miasta. Do drzwi jej domu pukali rozczarowani młodzi narkomani, dziewczyny i chłopcy z rodzin rozbitych i doświadczających ubóstwa materialnego. Elisena, pomagając im, często ryzykowała, wchodząc w różne, nieraz bardzo delikatne sytuacje. Czasami była wzywana do sądu w charakterze świadka.

Pomagała im wychodzić z nałogów, rozwiązywać problemy, czasami kierowała ich na specjalistyczną terapię. Współpracowała przy tym z kapłanami w ramach diecezjalnej Caritas. Gromadziła wokół siebie szczególnie ludzi młodych, dla których była siostrą, z którą dzielili się swoimi problemami związanymi z wiarą, czy z prowadzeniem uczciwego życia. W swoim domu gościła też kobiety potrzebujące pomocy, okazując im serce siostry i matki.

Stawała się także punktem odniesienia dla tych młodych, którzy chcieli pomagać ludziom potrzebującym. Dzięki niej zbliżali się do osób samotnych, które żyły dosłownie o dwa kroki od ich komfortowych domów poprzez podejmowanie różnych prac remontowych, takich jak na przykład malowanie ścian.

Oddanie Eliseny na rzecz innych przemawiało do wielu, uczyło ich miłości ofiarnej, bezinteresowności, wrażliwości na drugiego człowieka. Należała do cichych, ubogich sług,
szalonych z miłości do „kłosów porzuconych w bruździe”, które wymknęły się z rąk żniwiarzy. Elisena jak Rut – biblijna spigolatrice– z miłością je podnosiła.

Caritas diecezjalna przyznała jej w 1996 roku „Nagrodę Dobroci” dla upamiętnienia jej cichej misji w Foligno. Najważniejsza jednak jest ta nagroda w niebie, którą wierzymy, że otrzymała i raduje się nią na wieki.

M.N.

 

Była jak dobry Anioł

W Wielki Piątek 2011 roku, w wieku osiemdziesięciu ośmiu lat, odeszła do Pana Iole M., Włoszka. Należała do pierwszej wspólnoty instytutu świeckiego „Spigolatrici della Chiesa” [Zbierające Kłosy Kościoła], którego założycielką jest Pia Tavernelli.

Iole urodziła się w rodzinie religijnej i zaangażowanej w życie lokalnej społeczności. Kontakt ze Spigolatrici nawiązała dzięki Akcji Katolickiej, do której należała w swojej parafii. Do wspólnoty instytutowej przylgnęła w sposób entuzjastyczny, ponieważ budowało ją świadectwo jej członkiń, które z wielkim poświęceniem służyły Kościołowi i były otwarte na potrzeby społeczne, a to bardzo korespondowało z jej pragnieniem poświęcenia swojego życia Bogu i jednocześnie pozostania w świeckich warunkach życia.

Była osobą obdarowaną przez Pana Boga wieloma talentami, nade wszystko głęboką wiarą, która wyrażała się w jej wielkodusznej służbie na rzecz Kościoła. W różnych okresach swojego życia kierowała trzema domami rekolekcyjnymi. W tej posłudze wykorzystywała swoje zdolności organizacyjne, ale co ważniejsze, potrafiła tworzyć rodzinną atmosferę, w której ludzie czuli się przyjęci z wielką życzliwością i serdecznością oraz mogli zaspokoić swoje potrzeby materialne i duchowe.

Spigolatrici, które z nią współpracowały mówią, że była jak dobry anioł. Wspierała je
z delikatnością i stwarzała im poczucie bezpieczeństwa. Wspominają, że przyjeżdżała do nich rowerem z sercem zawsze otwartym i pełnym miłości, a także z wypchaną torbą, w której wiozła olej, chleb, miód i słodycze. Często jak refren powtarzała: „Jak się czujecie? Czego potrzebujecie?”.

Iole powierzano różne odpowiedzialne zadania w Instytucie. Należąc do rady Instytutu pełniła rolę jego administratorki. Jedna ze spigolatrici powiedziała o niej, że nie zna żadnej innej, która byłaby tak mocno przekonana o pięknie konsekracji świeckiej i naszego Instytutu jak Iole. W naszej pamięci pozostaje jako ta, która im dłużej żyła, tym wyraźniej to piękno widziała. W sposób naprawdę wyjątkowy potrafiła cieszyć się rozwojem Instytutu i jego misją pełnioną w różnych zakątkach świata. Z sympatią i entuzjazmem patrzyła na wydarzenia, jakie działy się w Instytucie, na działalność poszczególnych Spigolatrici. Dzięki jej poparciu i zaangażowaniu, kupiłyśmy dom dla potrzeb Instytutu w Polsce.

Iole towarzyszyła naszej założycielce w ostatnich latach jej życia, mieszkając z nią pod jednym dachem i opiekując się nią z wielką miłością i dobrocią. Pia mówiła nam, że Pan Bóg dał jej w osobie Iole troskliwego anioła stróża.

Kiedy przyjeżdżałam do Prato, aby uczestniczyć w posiedzeniach rady Instytutu, Iole, już starsza i obciążona cierpieniem, zawsze czekała na mnie z kolacją. Najpierw wypytywała o każdą z nas, cieszyła się nowymi powołaniami, a potem wracała do naszej historii, szczegółowo opowiadając o tym, jak Pan Bóg nas prowadził. To jej odwoływanie się do przeszłości zawsze spotykało się z teraźniejszością. Nosiła w sobie wiele wdzięczności za to, co dzieje się dzisiaj, bo potrafiła widzieć Boga, który działa i jest potężny w swojej miłości. Wciąż widziała nowe wyzwania dla nas i pragnęła, abyśmy potrafiły na nie odpowiadać.

Iole pozostawiła po sobie ślad pełen światła, które prowadzi nas do naszych korzeni i pomaga nam zobaczyć piękno naszego powołania. Tym świadectwem o niej chcemy podziękować Panu Bogu za nią, za jej miłość do Instytutu i za jej wierność powołaniu.

Oprac. M.N.